Gala Złotych Kawek 2025

Zapraszam Państwa na coroczną Galę Złotych Kawek, gdzie zostaną wręczone nagrody dla naj(...) tytułów jakie umilały (lub nie) mi rok 2025. Co mnie zachwyciło, a co pozostawiło niesmak? Co jest godne polecenia? Jaki tytuł wycisnął najwięcej łez, co mnie rozbawiło?... Komu by się chciało wysłuchiwać, a w tym przypadku wyczytywać, pompatycznych wyliczeń, cyferek, tabelek, podziękowań i takich tam zbędnych ozdobników. By nie trzymać Was w niepewności, przejdźmy do sedna! Zaczynamy Galę!

Zacznę od świata gier, ponieważ miniony rok był całkiem owocny w tej kwestii. Poznałam moją nową ulubioną serię Final Fantasy, a także minął rok odkąd małymi kroczkami wchodzę do świata RPG, rok, który został zwieńczony prowadzeniem przeze mnie sesji Brindlewood Bay (trochę naciągam, bo jeszcze zaczęliśmy Mutant Year Zero, ale tu wcielam się w postać psiarza).

*fanfary* Złotą Kawkę otrzymują Final Fantasy 9 i Final Fantasy 6! Tutaj raczej nie ma zaskoczenia, serii FF poświęciłam osobny post (będzie mi miło jeśli się z nim zapoznacie). Cykl FF mnie oczarował, ale jeden tytuł zawiódł. Jak to? A tak to, seria ma od groma tytułów i nie każdy przypadnie do gustu. Może przyczynił się do tego dodatkowy czynnik jak zbyt nakręcony hype na remake Final Fantasy Tactics.

*fanfary* Zimną Lurę otrzymuje właśnie Final Fantasy Tactics: The Ivalice Chronicles! Niestety, nie polubiłam się z tym tytułem tak jakbym chciała, tak jak opinie zaczytane w internecie by sugerowały. Jest to turowa gra taktyczna, w jakie już grałam wcześniej. Mnogość strategii, umiejętności i ich kombinacji, wiele klas postaci, fabuła zainspirowana Wojną Dwóch Róż, wpleciona intryga przyprószona magią, dodatkowo wiele easter eggów nawiązujących do innych Finalów. Wszystko czego wyjadacz erpegów, strategii i turówek by mógł zapragnąć. Jednak nie zaskoczyło w moim przypadku, pomimo częstych momentów "ale czad!" lub "plot thickens" muszę przyznać, że trochę się przemęczyłam przez ten tytuł. Zrobiłam tzw "blind walkthrough", chciałam sama odkrywać świat gry bez poradników, niestety bez nich się nie obyło w pewnym momencie. Społeczność jaka wytworzyła się wokół gry, napędzana nostalgią, wieloma przejściami, znająca wszelakie optymalne taktyki, chętna do pomocy, a jednak wbijająca szpilki za wyjście poza schemat zoptymalizowanych strategii, też trochę zraziła do gry. Czytałam o naprawdę szalonych kompozycjach drużyn, na jakie cuda gra pozwala na polu bitwy, ale ja po prostu chciałam przejść grę jak normik. Grę skończyłam, niestety zawiedziona. Może kiedyś zagram ponownie w Tacticsy i zmienię zdanie, zobaczymy co przyniesie czas. 

*fanfary* Puszysta Kapuczina, tj specjalne wyróżnienie, leci do Promise Mascot Agency! No wsysło mnie przyznam. Szczególnie zbieranie śmieci, oczyszczanie przydrożnych świątyń, usuwanie znaków wyborczych jakiegoś starego dziadygi. Poprawienie ogólnego dobrobytu mieszkańców Kaso-Machi, pomoc kciukowi Pinky w wyborach na burmistrza, zarządzanie agencją wynajmującą maskotki na przeróżne wydarzenia. Poznawanie historii i sekretów rodziny Shimazu. Obietnica lepszego jutra. Czekajcie, czekajcie... kciuk na burmistrza? Owszem, jest to jedna z głównych postaci, która pomaga Woźnemu Michiemu (graczowi) w odkupieniu swojej fuszery względem Yakuzy. Pod niepozorną przykrywką zwykłych, nużących zadań, Promise Mascot Agency oferuje angażującą fabułę. Ta ociekająca dziwnością gra, jest bardzo pozytywna, ma jednak swoje mroczne momenty, a maskotki wszelakiej maści i kształtów, mają swoje historie i marzenia, które pomagamy im spełnić.

 

*fanfary* Złota Kawka dla papierowych RPGów! Nie wyliczę tu światów jakie odwiedziliśmy. Natomiast każdorazowo była to przednia zabawa: wcielanie się przeróżne postaci, nadanie im charakteru, eksplorowanie lokacji, planowanie kolejnych wypraw i działań, abstrakcyjne sytuacje typu utrata pamięci kończąca się "założeniem" Kościoła Galaktycznego Imperatora czy chociażby stawianie czoła drzwiom (nie sądziłam, że to właśnie one są bossem nie do przejścia w prawie każdej kampanii!), inspirujące pieśni religijne oraz EjAje przydatne przy rozwiązaniu kryminalnej zagadki. I te ostatnie prowadzą do Brindlewood Bay. To był chyba dla mnie highlight erpegowania - prowadzenie sesji. Może i początki przygotowań do niej nie były najowocniejsze, ale jak już wczułam się w klimat, to poszło z górki. Pierwsze pięć minut sesji pokazało, że już i tak bardzo luźny scenariusz, przygotowany dla graczy, można wyrzucić do kosza. Znawczynie Zbrodni dały od początku popalić szeryfowi, potrzebującemu pomocy w zgromadzeniu dowodów popierających jego tezę związaną z morderstwem. Nie sądziłam jak wiele trzeba będzie improwizować, na bieżąco wymyślać intrygi, przeszkody, dialogi. Było to trudne, jednak dające dużo satysfakcji, zwłaszcza kiedy ma się super graczy. Mistrzowie Gry, ogromny szacun dla Was i Wasze pokłady cierpliwości i kreatywności. Kiedy się na własnej skórze doświadczyło "mistrzowania", jeszcze bardziej doceniam Waszą pracę.

A co słychać w książkowym kąciku? Niewiele niestety, pomimo przeczytanych wielu pozycji, jakoś żadna specjalnie na plus się nie wybija i trochę przykro jest mi to pisać. Nadrobiłam kilka klasyków grozy i sci-fi. Chyba literatura azjatycka dalej jest na podium, ale już bez Złotej Kawki (umówmy się, że w zeszłym roku zrobiłam podsumowanie i we wcześniejszych latach też ok?), a tytuły warte wzmianki to zbiór opowiadań "Tik-Tak" od Xia Jia i kryminał "Demon z samotnej wyspy" Ranpo Edogawy. Myślę że "Tik-Tak" mogłabym porównać do serialu Black Mirror. Z pozoru czytamy o całkiem zwyczajnym życiu ludzi, by nagle uświadomić sobie, że jest ono wypełnione futurystyczną technologią. Jednak obrazy wykreowane przez autorkę nie są przesycone tylko negatywnymi aspektami przyszłości, często są one przytulne, ciepłe, pokazują pozytywny wpływ rozwoju technologii. Ranpo Edogawa zabiera czytelnika w kryminalną przygodówkę. Nic o fabule nie napiszę. Wspomnę natomiast o tym, że to Edogawa zachęcił mnie do przeczytania opowiadań Poego, z których to sam czerpie garściami  inspiracje, widoczne między innymi w "Demonie z samotnej wyspy". Mam jednak Zimną Lurę do rozdania...

*fanfary* Zimną Lurę otrzymuje "Płomień" Magdaleny Salik. Z początku byłam zaciekawiona, bo i jak tu nie być, kiedy opis książki brzmi "W kosmosie, całkiem blisko jak na jego skalę, odkryto nadającą się do zamieszkania Drugą Ziemię." Trwają przygotowania do wyprawy badawczej, a prowadzi je charyzmatyczny astrofizyk. Ważny był również czynnik etyczny, za który odpowiadała psycholożka moralności. Między tymi dwojga nawiązuje się romans. Niestety, ale zagłusza on fajne aspekty historii typu wspomniane w opisie książki mapowanie mózgu i konflikt moralny z nim związany. O tym wątku pamięta chyba tylko czytelnik, bo mam wrażenie, że nie bohaterowie (tak, wiem, czepiam się). Dostajemy również dwie teoretycznie niepowiązane ze sobą historie, tylko teoretycznie bo finał spina wszystko (prócz romansu). Sam finał, przyznam, był satysfakcjonujący i na prawdę fajnie poprowadzony, szkoda tylko że trzeba było przebrnąć przez, moim zdaniem, nic nie wnoszący wątek romansowy.

Może literacko nie był to najlepszy rok, za to komiksowo wręcz przeciwnie, przeczytałam kilka świetnych komiksów, które potrafiły rozbawić, ale też i wzruszyć. Mangę też tutaj podczepię, a co. Kto mi zabroni?! 

str 308 w komiksie
*fanfary* Złota Kawka (a nawet dwie) dla "Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem" Deeny Mohamed! Kreacja świata jest genialnie naturalna - na kanwę Egiptu została wpleciona historia życzeń na sprzedaż, ich wariantów, możliwości. Infografiki na ich temat są przerywnikami pomiędzy historiami bohaterów, którzy mierzą się ze stratą, depresją, z własnymi przekonaniami, wierzeniami. Nie jest to typowa historia o dżinie z lampy (bo ten zamieszkuje puszkę!), który spełni trzy życzenia. Autorka ukazuje, że na niektóre życzenia trzeba sobie zapracować, stawiając czoła bezdusznej biurokracji, pracując nad sobą, czy chociażby pokonać smoka. Chciałabym tu wiele więcej napisać, ale znów, obawiam się zaspoilerowania historii, czego bardzo bym nie chciała, bo jest to komiks piękny, serwujący wiele wzruszeń, przyprószonych nienachalnym humorem, który warto samemu odkrywać.

Chciałabym jeszcze wspomnieć tutaj o "Botanice" od kth. By pokazać pączkujące uczucie bohaterów, ich marzenia, przeciwności w postaci narzuconych oczekiwań jakim muszą sprostać by zakwitnąć, autorka komiksu nie używa wielu słów, jej rysunki robią to same. Motyw floralny również odgrywa tutaj rolę symbolicznego narratora. Całość okraszona jest fioletową paletą, która dodaje nuty tajemnicy. Kwestia oczekiwań najbardziej mnie tu poruszyła (bo kto się z nimi nie mierzy?) i to jak bohaterowie odrzucają siebie, by paradoksalnie pokazać się z jak najlepszej strony.

*fanfary* Puszysta Kapuczina dla mangi "Power Antoinette" od Shima (rysunki) i Akinosuke Nishiyama! No to już była jazda bez trzymanki. Antonina jako fanka rzeźby, niekoniecznej tej od Michała Anioła, po swoim "nieudanym" zgilotynowaniu, rusza na misję by odnowić monarchię we Francji. Wraz z Charlesem Henri Sansonem i Rose Bertin, wyposażona w miecz z ostrza gilotyny, rusza odbić swoje dzieci i pokonać wrogów monarchii (zgadza się, Robespierre'a). A wszystko to z pomocą swych niezawodnych mięśni. Piękna historia o matczynej miłości? Jest. Dynamiczne sceny walki? Są. Fajna kreska? Jest. Absurdalna fabuła? Jest. Losowe okrzyki typu "jestem mięśniem!"? Są. A to wszystko w zaledwie trzech tomach! Czego tu chcieć więcej? Jest to przedziwnie fantastyczny twór, który zostanie ze mną na długo. Je suis le muscle!

"Jestem Francją! Jestem mięśniem!" 
Od lewej Rose Bertin, Marie Antoinette, Charles Henri Sanson

To na tyle. Dziękuję, że ze mną byliście do końca i do zobaczenia za rok! *mrug mrug* 


Źródła:
Kadr z Power Antoinette: https://www.manga-news.com/index.php/actus/2023/06/01/Le-manga-Power-Antoinette-annonce-par-Doki-Doki
Zdjęcie/screenshot: zbiór własny :)
Filiżanka malowana przez moją Chrzestną 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobał się post? A może masz odmienne zdanie? Śmiało, podziel się opinią poniżej!